O Jerzym, który się jeży

Od lat Jerzy Grodek się jeży. Z tego jeżenia narodziła się jego twórczość. Z jeżenia, ze specyficznego humoru, z dostrzegania w dniu naszym powszednim rzeczy śmiesznych. Jeży się na widok naszych przywar, które nie ułatwiają nam życia. Na zmiennych w swoich stałych niby to poglądach, skorumpowanych polityków, co to jedynie „gadu gadu od wywiadu do wywiadu”. Na przekupnych i leniwych biurokratów, od których decyzji ciągle jeszcze wiele zależy. Wyśmiewa nasze odwieczne śmiesznostki, upodobania, przyzwyczajenia, główne i pospolite wady, igraszki z diabłem, który jak wiadomo zawsze tkwi w szczegółach. A gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, zwane dzisiaj często kasą, czasem również o kobietę.  W kontaktach męsko-damskich Grodek, jak przystało na prawdziwego mężczyznę, raczej bierze stronę płci pięknej, chociaż nie zawsze słabszej, co dowodzą panie uprawiające sporty siłowe. Nie odwraca się od wydarzeń aktualnych, które zwykle mają krótki żywot. To i owo zaczyna się od Adama i Ewy, co nie znaczy, że od początku. Niczego nie wartościuje, nikogo nie poucza, nikomu nie wystawia ocen.

             Jak każdy fraszkopis czy aforysta Grodek także świntuszy, ale nigdy nie przekracza granicy dobrego smaku. Pokpiwając sobie z intymności, celebry, pospolitego zadęcia nie sądzę, aby kogoś obrażał, z kogoś kpił. Patrzcie, wydaje się mówić, krótko i trafnie, oto druga strona, jakżeż śmieszna, naszego pospolitego  żywota, na którą czasem koniecznie trzeba spojrzeć. Jest w tym widzeniu nawet zbyt wyrozumiały - „Polityczne bagno, jak wiecie, znane jest na całym świecie”.                     

Grodek porusza się zatem po polach już dobrze spenetrowanych przez wielu facecjonistów, fraszkopisów, różnych prześmiewców. Patronują mu Lec i Sztaudynger jeszcze długo w tej dziedzinie twórczości nie do przebicia. Jerzy wie, że świat kłuty przez niego kolcami słów wcale nie stanie się lepszy. Może co najwyżej mniej patetyczny i jednowymiarowy, bardziej kolorowy, mniej smutny i nudny. To patrzenie na wszystko i wszystkich z przymrużeniem oka, z dystansem do samego siebie jest u Grodka sposobem na życie. Śmiech często rozładowuje napięte sytuacje, wycisza stres, wyhamowuje agresję. Jest jak muzyka, która łagodzi obyczaje a nie potrzebuje tłumacza. Jeżeli więc podczas lektury fraszek Grodka czytelnik kilka razy się uśmiechnie, tomik ten spełnił swoje zadanie.

Nie ma fraszek i aforyzmów bez językowej ekwilibrystyki, pozornych  potknięć, efektownych przejęzyczeń i przeinaczeń. Często mamy je już w tytułach. Warto tu przypomnieć, że tytuł pierwszego zbioru aforyzmów Grodka brzmi: „Aferyzmy“.

Piszący o Grodku zwykle eksponują już i tak jego fizyczną wysokość, która u niejednego może budzić pewien respekt. Jerzy wyróżnia się jeszcze brodą i długimi włosami. Splata je w sporych rozmiarów warkocz prawie po pas lub wiąże w kitę.

Nawet przy stoliku w kawiarni nie zdejmuje kapelusza. Hołduje przekonaniu, że przez głowę ucieka ciepło a z nim – myśli. Urodził się w Gorzowie Wlkp. Tu się uczył, później pracował.

W latach osiemdziesiątych przeniósł się na drugą stronę Odry, gdzie znalazł nowy dom i nowych przyjaciół. Jedyną jego używką stało się palenie fajki, co czyni niemal wyczynowo.

Został łącznikiem pomiędzy dwoma krajami. W Polsce na różnych imprezach witają go jako gościa z Niemiec, a w Niemczech jako gościa z Polski. I w ten sposób każda, nawet najskromniejsza impreza odrazu otrzymuje rangę wydarzenia międzynarodowego.Przyparty do muru za Odrą zawsze może zełgać, że w swoich fraszkach kpi ze stosunków w Polsce. U nas zaś wszystko może zwalić na Niemców. Sytuację ma więc komfortową.

Ale mu nie zazdrośćmy. Warto go czasem poczytać i po prostu się uśmiechnąć.

 

         Janusz Koniusz

Jerzy który sięJerzy który się